P.C. kierował samochodem, którym podróżowali również pasażerowie. Niestety zasnął i zjechał do rowu. Na skutek wypadku odniósł dość poważne obrażenia nogi, został zakleszczony w samochodzie (uwalniać go musieli strażacy), zachował jednak przytomność. Pasażerowie doznali z kolei drobnych urazów (przede wszystkim w postaci stłuczeń i zadrapań). Na miejscu pomocy medycznej udzielali ratownicy z Pogotowia Ratunkowego. Kierowca miał kilka złamanych kości, ale przede wszystkim zmiażdżone lewe podudzie i głęboką ranę szarpaną mięśni. Na miejscu wypadku podano mu leki przeciwbólowe oraz dokonano wlewu dożylnego płynów infuzyjnych. Przytomnego pacjenta przewieziono do szpitala. Wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą i rokowanie będzie pomyślne.

O godz. 15:30 poszkodowanego przyjęto do izby przyjęć, następnie zbadano, w tym zlecono USG, RTG, wykonanie badań laboratoryjnych oraz szereg konsultacji. Nie zlecono zabiegu operacyjnego, ponieważ rany nie krwawiły. Na podstawie wyników badań nie stwierdzono u niego objawów wstrząsu krwotocznego zagrażającego życiu.
 
O godz. 16:45 nastąpiło gwałtowane załamanie stanu zdrowia, zaś o 17:40 pacjent zmarł pomimo resuscytacji. 
 
Powództwo
Z powództwem cywilnym skierowanym przeciwko szpitalowi, do którego trafił kierowca, jak i pogotowiu ratunkowemu, wystąpiła żona, syn, pasieb oraz pasierbica. Twierdzili oni, że członek ich rodziny zmarł na skutek nieudzielenia mu prawidłowej pomocy medycznej, tak przez ratowników medycznych, jak i personel szpitala. Dochodzili oni odszkodowań za pogorszenie sytuacji życiowej, zadośćuczynień za doznaną krzywdę oraz rent.
 
Dlaczego pacjent zmarł
Zmarły pacjent został poddany sekcji zwłok. Wstępnie okreslono, że przyczyną śmierci był wstrząs krwotoczny. Po kilkunastu dniach anatomopatolog zmienił jednak ocenę przyczyny śmierci stwierdzając, że była ona bardziej złożona – miał być to splot szeregu czynników, wśród których bardzo prawdopodobny był zator tłuszczowy mózgu i płuc.
 
Na temat postępowania ratowników medycznych oraz personelu medycznego szpitala wypowiadali się biegli z Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej. W ich ocenie podjęte działania ratunkowe oraz lecznicze były w pełni prawidłowe i nie ma żadnego związku pomiędzy nimi a śmiercią pacjenta. Przyczyny nagłego pogorszenia się stanu zdrowia pacjenta upatrywali w nagłej, ostrej niewydolności oddechowej, kwasicy oddechowej spowodowanej tłuszczową zatorowością płuc. Generalnie za przyczynę zgonu uznano rozległe obrażenia, których kierowca doznał w następstwie wypadku drogowego.
 
Usprawiedliwione mylne wrażenie
Powództwo oddalono. Ponieważ powodowie przegrali proces, winni zostać obciążeni kosztami postępowania. Sąd wykazał się jednak zrozumieniem i odstąpił od obciążania ich kosztami procesu. Jak stwierdzono w uzasadnieniu, pacjent po przewiezieniu do szpital był przytomny. Ponieważ poza urazem nogi brak było innych widocznych zewnętrznych urazów, wydawać się mogło że nie odniósł on poważniejszych obrażeń. Tym bardziej, że pozostali pasażerowie doznali zaledwie stłuczeń i zadrapań. Okoliczności te mogły więc wywoływać u powodów wątpliwości i nasuwać podejrzenia, że członek ich rodziny zmarł na skutek niezapewnienia mu prawidłowej pomocy po wypadku.
 
Na chwilę umieszczenia tego wpisu wyrok nie jest prawomocny (wyrok Sądu Okręgowego w S.).