depositphotos_7270209_xsCzy szpital ma obowiązek przepraszać za błąd/postępowanie lekarza czy jest obowiązek tylko samego lekarza? Czy żądanie opublikowania przeprosin w prasie, którą zawiadomił sam mąż pacjentki, jest uzasadnione? Ostatecznie – czy pacjentka może liczyć na zadośćuczynienie za doznaną krzywdę? Jeżeli tak, to w jakiej wysokości? W tej części rozstrzygamy problemy, które pojawiły się na kanwie problemu odmowy przyjęcia ciężarnej na blok porodowy wobec braku miejsc.

Problem pierwszy – czy szpital ma obowiązek przepraszać za błąd/postępowanie lekarza czy jest to obowiązek tylko samego lekarza?

Ta kwestia ma wymiar przede wszystkim prawniczy, stąd czytelnika niezainteresowanego tą problematyką odsyłamy od razu do następnych wątków.

Jak wspominaliśmy powódka domaga się opublikowania w prasie przeprosin. Powództwo było skierowane przeciwko lekarzowi i szpitalowi. Zajmijmy się tym drugim podmiotem.

Logo

Szpital miał osobowość prawną. Pojawił się więc problem, czy szpital – jako osoba prawna – ponosi odpowiedzialność za naruszenie dobra osobistego, które nie wynika z działania jego organu.

Obowiązująca w doktrynie prawniczej teoria reprezentacji stanowi, że jedynie zachowanie organów osoby prawnej poczytuje się za zachowanie samej osoby prawnej. Lekarz nie piastował żadnej funkcji w organach szpitala. Sąd kierując się tą koncepcją stwierdził, że skoro lekarz pełniący dyżur – niezależnie od tego czy pracował na podstawie umowy o pracę czy świadczył usługi na kontrakcie – nie pełnił funkcji organu, to jego zachowanie nie może skutkować odpowiedzialnością osoby prawnej – szpitala.

Ilustrując to dobitnie: jeżeli „szeregowy” lekarz w szpitalu znieważy pacjenta, „zruga” go, to powództwo z tytułu naruszenia dóbr osobistych powinno być kierowane personalnie p-ko lekarzowi, nie zaś podmiotowi posiadającemu osobowość prawną, który lekarza zatrudnia.

W doktrynie można spotkać pogląd odmienny, tzn. iż osobie prawnej można przypisać odpowiedzialność za działania osoby niepełniącej funkcji organu (np. zwykłego pracownika) – nie jest to jednak miejsce na tak szczegółowe rozważania, tym bardziej, że sąd w tej sprawie przyjął zapatrywanie odmienne.

Problem drugi – przeprosiny od lekarza i ich forma

Przyjrzyjmy się teraz kwestii żądania przeprosin od lekarza. Co do zasady jest ono usprawiedliwione jako forma naprawienia szkody.

OMG shocking news daily newspaper headline

Powódka żądała opublikowania przeprosin w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej” i „Super-Expressie”,

Jednakże – zdaniem sądu forma przeprosin powinna być adekwatna do sposobu działania osoby naruszającej dobra osobista. Sąd podkreślił, że sprawa stała się „publiczna” (została opisana w prasie) poprzez działania powódki i jej męża. To oni bowiem tuż po narodzinach dziecka zawiadomili media o sprawie, których przedstawiciele natychmiastowo zjechali się pod szpital. Do chwili zawiadomienia mediów sprawa była wiadoma jedynie nielicznemu gronu osób. Sąd uznał więc, że upokorzenie i odarcie powódki z intymności było wynikiem działań jej samej i jej męża. Sami więc przyczynili się powiększenia doznanej krzywdy. Można więc stwierdzić, że sąd krytycznie ocenił pobudki powódki („chęć zaistnienia w mediach”). Może być to dyskusyjne (chociażby z tego względu, iż mógł im przyświecać zamysł przeciwdziałania takim sytuacjom).

Trafniejsza jednak jest argumentacja sądu, iż pozwany lekarz w żaden sposób nie przyczynił się do „upublicznienia sprawy”, toteż nie może on ponosić konsekwencji działań podjętych przez powódkę i jej męża. To wnioskowanie oceniam jako trafne. Trudno bowiem wyobrazić sobie aby w sytuacji gdy dana osoba narusza dobra osobiste drugiej listownie (np. znieważając ją), poszkodowany wymagał aby przeprosiny nastąpiły za pośrednictwem środków masowego przekazu (gdzie koszty publikacji/emisji są znaczne).

Say sorry with a text message on paper and pencil. Vector illustration

Konsekwentnie – Sąd uznał, że odpowiednią formą przeprosin będzie forma listowna.

Problem trzeci – zadośćuczynienie

Zadośćuczynienie jest środkiem mającym wynagrodzić krzywdę, a więc cierpienie fizyczne i psychiczne.
Podstawą żądania zadośćuczynienia był przepis art. 448 Kodeksu cywilnego. Stanowi on, że :

„W razie naruszenia dobra osobistego sąd może przyznać temu, czyje dobro osobiste zostało naruszone, odpowiednią sumę tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę lub na jego żądanie zasądzić odpowiednią sumę pieniężną na wskazany przez niego cel społeczny, niezależnie od innych środków potrzebnych do usunięcia skutków naruszenia.”

W doktrynie prawniczej przeważa pogląd, że zasądzenie zadośćuczynienia na podstawie ww. przepisu ma charakter fakultatywny – zależy więc od oceny okoliczności sprawy przez sąd. Bada się przede wszystkim:
1. naruszone dobro, jego wagę i stopień jego naruszenia,
2. cechy sprawcy i poszkodowanego.

Jeżeli idzie o samego lekarza – sąd uznał, że choć jego zachowanie było bezprawne i zawinione, to jego wina miała postać najlżejszą – tj. niedbalstwa. Dodano przy tym, że jego zachowaniu nie można przypisać złej woli, a sama powódka w zasadzie do -lekarza- pretensji nie miała. Konsekwentnie – roszczenie o zapłatę zadośćuczynienia od lekarza za naruszenie dóbr osobistych oddalono.

Inaczej wygląda sytuacja jeżeli chodzi o szpital – sąd uznał, że powództwo w zakresie zapłaty zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych należy kwalifikować nie tylko z art. 448 k.c. ale jednocześnie jako naruszenie praw pacjenta (wówczas ujętych w ustawie o zakładach opieki zdrowotnej – obecnie w ustawie o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta).

Szpital ponosi odpowiedzialność za organizację szpitala i w tym wymiarze – działanie personelu – ergo szpital powinien zapłacić. Jeżeli chodzi o kwotę, musi ona uwzględniać dwa aspekty:

  • Medicine pills and money on scales, on a white backgroundwynagrodzić krzywdę i zniechęcić sprawcę do dalszych naruszeń,
  • nie może prowadzić do zakłócenia równowagi pomiędzy głębokością krzywdy a stopniem zawinienia sprawy naruszenia dóbr osobistych.

Powódka żądała kwoty 40.000 zł – Sąd Apelacyjny zasądził 5.000 zł.

Kwotę tę uzasadniono następująco – jest to kwota odpowiadająca kosztowi porodu w prywatnej placówce w przeciętnych warunkach. W naszej ocenie kwota ta jest rażąco niska (wystarczy spojrzeć na inne opisywane przez nas sprawy, gdzie w dużo mniej wstrząsających przypadkach kwoty zadośćuczynień było zdecydowanie wyższe), a uzasadnienie jest wysoce dyskusyjne – w istocie ogóle nie uwzględnia się bowiem traumatycznych przeżyć kobiety, a koncentruje na kosztach uzyskania „prywatnej opieki medycznej”, gdzie zapewne taka sytuacja nie miałaby miejsca.

Tymczasem, podstawą przesłanką miarkowania zadośćuczynienia powinien być rozmiar i intensywność krzywdy, a nie stopień zawinienia. Ta druga przesłanka winna być uwzględniania, ale nie może być samoistną lub podstawową, a wydaje się, że tak stało się w przedmiotowej sprawie.

Retro typewriter text the end on white paper