Ktokolwiek wezwany przez sąd, nie mogąc stawić się stawić na jego żądanie z powodu choroby, powinien zatroszczyć się o uzyskanie zaświadczenie lekarskiego i przedstawić je sądowi (za wyjątkiem sytuacji, gdy mamy do czynienia z hospitalizacją). Sądy nie honorują jednak zaświadczeń od dowolnego lekarza, a jedynie od takiego, który ma status lekarza sądowego. Lekarzami sądowymi są zaś lekarze, z którymi prezes sądu okręgowego zawarł stosowną umowę. Powstaje pytanie – czy sąd ma kompetencję aby badać zasadność zwolnienia? Przykładowo – czy fakt złamania ręki i przyjmowania leków przeciwbólowych stanowi przesłankę do zwolnienia z obowiązku stawienia się przed sądem?

Przyjrzyjmy się problemowi przez pryzmat rzeczywistego przypadku. Lekarz sądowy wystawił swojemu koledze po fachu (innemu lekarzowi, który odpowiadał przed sądem jako oskarżony w procesie karnym) zaświadczenie o niezdolności do stawienia się przed sądem. Powodem wystawienia zwolnienia była złamana ręka oskarżonego. Lekarz sądowy odpowiadał przed sądami lekarskimi o poświadczenie nieprawdy. Te uznały go winnym i wymierzyły mu karę upomnienia. Również Sąd Najwyższy, który rozpoznawał skargę kasacyjną od wyroku Naczelnego Sądu Lekarskiego, przychylił się do optyki sądów dyscyplinarnych.
Zdaniem sądów złamanie ręki nie stanowi przeszkody do udziału w postępowaniu. Obwiniony lekarz bronił się w następujący sposób: samo złamanie ręki być może nie jest wskazaniem do orzeczenia o niezdolności do stawienia się przed sądem, jednakże chory przyjmował w zw. z urazem leki przeciwbólowe, które wpływają na umysł człowieka.
Sądy nie podzieliły jednak tego rozumowania. W ich ocenie była to przyczyna błaha. Zdaniem Sądu Najwyższego, przychylając się do logiki prezentowanej przez obwinionego, każda osoba przyjmująca leki przeciwbólowe mogłaby uzyskać zwolnienie z obowiązku stawiennictwa przed sądem. Jest faktem notoryjnym, że procesy sądowe niezwykle często paraliżowane są skutek „niemożliwości” stawienia się przed sądem kluczowych jego uczestników.
Nie przesądzamy definitywnie, ale wydaje się być to przypadek „źle pojętej solidarności zawodowej”. Sprawa ta powinna być również ostrzeżeniem dla lekarzy sądowych, którzy jako funkcjonariusze publiczni w zakresie wykonywanych zadań mogą ponosić odpowiedzialność nie tylko dyscyplinarną, ale i karną (przestępstwo tzw. fałszu intelektualnego).
Na koniec należy rozważyć, czy sądy są związane zaświadczeniami wystawianymi przez lekarzy sądowych. W mojej ocenie – nie. Wystawiając zaświadczenie o niezdolności do stawienia się przed sądem lekarz sądowy:
  • bada daną osobę,
  • ocenia, czy stwierdzona choroba, schorzenie rzeczywiście uniemożliwia stawiennictwo.
Lekarz formułuje więc pogląd. Zgadzam się ze stanowiskiem Sądu Apelacyjnego w K., wedle którego „żaden pogląd lekarza (np. co do tego stawiennictwa, czy co do przesłuchiwania osoby chorej) nie ma waloru decyzji, wiążącej organy procesowe; jest to jedynie przesłanka decyzji tych organów. Zlekceważenie poglądu lekarza może rodzić skutki czy to w zakresie odpowiedzialności materialnej Skarbu Państwa, czy dla znaczenia czynności (np. przesłuchania), bądź odpowiedzialność dyscyplinarną pracowników organów procesowych”.