Bone cancer

Dwudziestoletnia kobieta w kwietniu 2003 roku doznała urazu nogi. Zgłosiła się do pogotowia, gdzie po zbadaniu jej (w tym wykonaniu RTG), stwierdzono skręcenie stawu skokowego. Ponadto wykryto na lewej nodze guza – cystę (która później okazała się być zmianą nowotworową). Pacjentka otrzymała skierowanie do ortopedy. Udała się więc do poradni chirurgicznej, gdzie przyjął ją M.K., jak się później okazało – lekarz świadczący usługi dla poradni na kontrakcie. Lekarz zastosował u pacjentki fizykoterapię, zmierzając do usunięcia następstw skręcenia. Zmianę – cystę – potraktował jako łagodną, uznał, że nie wymaga ona żadnej interwencji ani pilnej diagnostyki, a jedynie badania radiologicznego po roku. Jak się później okazało – rozpoznanie było błędne; mimo to, pacjentka proces sądowy przegrała.

Pacjentka odczuwała dolegliwości bólowe. Wykonane w sierpniu 2003 r. badanie RTG wykazało znaczny rozrost guza. Miesiąc później usunięto go chirurgicznie. Okazało się, że był to olbrzymiokomórkowy guz, agresywnie niszczący kość.

 
Pacjentka zdecydowała się wystąpić na drogę sądową – żądała zasądzenia na jej rzecz kwoty 100.000 zł tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę.
Powołany w sprawie biegły onkolog stwierdził, że błędne rozpoznanie doprowadziło do opóźnienia leczenia operacyjnego, które najprawdopodobniej umożliwiłoby wycięcie guza w całości, ale nie spowodowało zagrożenia życia ani ciężkiego uszczerbku na zdrowiu powódki.
 
Strona pozwana podniosła zarzut przedawnienia, który okazał się skuteczny.
Kilka słów o przedawnieniu
Roszczenia majątkowe, do których należy roszczenie o odszkodowanie lub zadośćuczynienie, ulegają przedawnieniu. Oznacza to, że po upływie określonego terminu ten, przeciwko komu przysługuje roszczenie, może uchylić się od jego zaspokojenia (podnosząc zarzut).
 
Gdyby nie było przedawnienia, dłużnik byłby „wieczyście” (bez ograniczeń w czasie) zobowiązany wobec swojego bezczynnego wierzyciela. Chodzi więc o wyeliminowanie „niepewności” w stosunkach prawnych.
Jeżeli chodzi o szkody na osobie, pierwszorzędne znaczenie ma przepis art. 442 (1) Kodeksu cywilnego. Stanowi on m. in., że roszczenie o naprawienie szkody wyrządzonej czynem niedozwolonym ulega przedawnieniu z upływem lat trzech od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia.
Przechodząc do realiów sprawy:
Powódka, w grudniu 2003 r., reprezentowana przez adwokata, złożyła zawiadomienie o popełnieniu przez pozwanego lekarza przestępstwa. Zarzucała popełnienie przestępstwa z art. 156 § 1 pkt 2 Kodeksu karnego, który przewiduje odpowiedzialność za spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci ciężkiego kalectwa, ciężkiej choroby nieuleczalnej lub długotrwałej, choroby realnie zagrażającej życiu, trwałej choroby psychicznej, całkowitej albo znacznej trwałej niezdolności do pracy w zawodzie lub trwałego, istotnego zeszpecenia lub zniekształcenia ciała.
Powołani przez prokuraturę biegli stwierdzili, że postępowanie lekarza należy ocenić jako niezachowanie ostrożności wymaganej w danych okolicznościach, mimo że mógł on lub co najmniej powinien przewidywać odległe skutki cysty w nasadzie dalszej lewej kości piszczelowej.W drugiej opinii stwierdzono, że powódka została dotknięta guzem olbrzymiokomórkowym kości piszczelowej. Guz ten nie jest groźny dla życia, nie daje uogólnionych przerzutów, ma jednak miejscową złośliwość – agresywnie niszczy kość.

Depositphotos_17874713_xs

Choroba pacjentki, sposób jej leczenia i powikłania doprowadziły do znaczącej dysfunkcji lewej nogi oraz znacznego defektu kosmetycznego. Jak wskazano – gdyby właściwe leczenie zostało podjęte wcześniej, trwały uszczerbek na zdrowiu powódki byłby mniejszy.

Postępowanie karne umorzono w roku 2008.

Sąd cywilny badał, czy postępowanie lekarza nie stanowiło występku z art. 160 Kodeksu karnego (istota opisanego tam przestępstwa polega na narażeniu człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu). Uznał, że postępowanie lekarza nie wypełniło dyspozycji ww. przepisu.

Sąd uznał, że skoro powódka składając zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa wskazywała na lekarza M.K. to już w tym momencie miała świadomość, że może dochodzić od niego zadośćuczynienia. Było to roku 2003, tymczasem powództwo przeciwko M.K. zostało wytoczone dopiero w 2009 r.

Co istotne, Sąd w uzasadnieniu wskazał, że doznany w związku z zaniedbaniami pozwanego uszczerbek nie daje się w żaden wymierny sposób oddzielić od uszczerbku, którego powódka doznałaby na skutek leczenia niezależnego od pozwanego procesu chorobowego. Jest to w naszej ocenie wysoce dyskusyjne sformułowanie – biegli przecież stwierdzili, że podjęto odpowiednio wcześnie leczenie przełożyłoby się na stopień uszczerbku na zdrowiu. Trudności Sądu w ustaleniu takiego uszczerbku, jego różnicy, nie może działać na niekorzyść poszkodowanego.

Sąd Okręgowy w G. oddalił powództwo jako nieuzasadnione wobec przedawnienia roszczenia powódki.

Należy podkreślić, że w sprawach o „błąd medyczny” zarzuty przedawnienia dość często nie są przez sądy uwzględniane – podnosi się, że uwzględnienie takiego zarzutu byłoby bowiem nadużyciem prawa lub stałoby w sprzeczności z zasadami współżycia społecznego. W tej sprawie Sąd jednak uznał zarzut za zasadny. Nie odwlekajmy zatem dochodzenia roszczeń ad kalendas graecas.

Uwagi o charakterze stricte prawniczym
Na marginesie należy zaznaczyć, że Sąd rozpoznając sprawę, w której jedna ze stron podnosi zarzuty natury formalnej, powinien je rozpoznać w pierwszej kolejności, aby zaoszczędzić czasu i środków walczących ze sobą stron. Nie ma bowiem większego sensu prowadzić długiego i kosztownego postępowania dowodowego (przede wszystkim powoływać biegłych), skoro spór można rozstrzygnąć kierując się wyłącznie kwestiami formalnymi.
Dla sądów I instancji pojawia się w zw. tym jednak pewne ryzyko. Jeżeli przegrywający zaskarży rozstrzygnięcie podnosząc, że w sposób niezasadny uwzględniono zarzut przedawnienia, to w sytuacji podzielenia tej argumentacji sąd odwoławczy uchyli wyrok i przekaże sprawę do ponownego rozpoznania (zaznaczając zapewne, że sąd I instancji w ogóle nie rozpoznał istoty sprawy). Być może taka właśnie logika kierowała Sądem Okręgowym w niniejszej sprawie – nie chcąc narażać się na zarzut „nierozpoznania istoty sprawy” przeprowadził postępowanie dowodowe, ale rozstrzygnięcie oparł na względach formalnych.