Hand writing Know The Rules with red marker on transparent wipe board.

Sprawa jest ważka. Ma znaczenie tak dla samego środowiska lekarskiego, jak i pacjentów. Jest faktem notoryjnym, że lekarze są niechętni opiniowaniu postępowania kolegów po fachu (tak publicznie, jak i nawet na użytek prywatnych opinii, np. dla celów procesowych). Swą powściągliwość motywują przede wszystkim tym, że takie zachowanie może naruszać zasady etyki lekarskiej. A to może rodzić odpowiedzialność dyscyplinarną. Umacnia ich w tym przekonaniu, niesłuszne moim zdaniem, orzecznictwo niektórych sądów dyscyplinarnych.

Spójrzmy na niektóre przepisy Kodeksu Etyki Lekarskiej (KEL).

Po pierwsze, art.1 ust. 3 KEL:

Naruszeniem godności zawodu jest każde postępowanie lekarza, które podważa zaufanie do zawodu

Następnie, art. 52 KEL stanowi, że:

Lekarze powinni okazywać sobie wzajemny szacunek. Szczególny szacunek i względy należą się lekarzom seniorom, a zwłaszcza byłym nauczycielom.

Lekarz powinien zachować szczególną ostrożność w formułowaniu opinii o działalności zawodowej innego lekarza, w szczególności nie powinien publicznie dyskredytować go w jakikolwiek sposób.  

Lekarz wszelkie uwagi o dostrzeżonych błędach w postępowaniu innego lekarza powinien przekazać przede wszystkim temu lekarzowi. Jeżeli interwencja okaże się nieskuteczna albo dostrzeżony błąd lub naruszenie zasad etyki powoduje poważną szkodę, konieczne jest poinformowanie organu izby lekarskiej.

Przełóżmy to teraz na praktykę.

Przypadek 1)

depositphotos_9308057_xsLekarz Bożena S. pracowała przez szereg lat w szpitalu jako specjalista ds. chorób płuc. Ordynatorem oddziału na którym pracowała został lekarz X. Lekarka była krytyczna wobec diagnoz i decyzji podejmowanych przez szefa. Zwróciła się również z pismem do regionalnego konsultanta ds. chorób płuc. Napisała w nim, że ordynatorowi brakuje doświadczenia by zarządzać oddziałem, a nadto, że postępuje on w sposób sprzeczny z etyką zawodową, kwestionując jej diagnozy oraz oczerniając ją tak wśród personelu, jak i pacjentów.

Konflikt narastał. Szpital zwolnił Bożenę S. motywując to ciężkim naruszeniem obowiązków pracowniczych. Lekarz wystąpiła do sądu pracy z powództwem o zapłatę odszkodowania za bezprawne zwolnienie z pracy. Sprawę wygrała.

Konflikt przeniósł się na płaszczyznę sądu dyscyplinarnego (Okręgowy Sąd Lekarski w Katowicach). Została obwiniona o dopuszczenie się przewinienia dyscyplinarnego polegającego m.in. na  otwartym krytykowaniu decyzji diagnostycznych i terapeutycznych przełożonego, w obecności innych kolegów i pracowników medycznych i niemedycznych (art. 52 ust. 1, 2 i 3 oraz art. 1 ust. 3 Kodeksu Etyki Lekarskiej). Sąd uznał ją winną zarzucanego jej przewinienia i orzekł karę nagany.

Naczelny Sąd Lekarski utrzymał orzeczenie w mocy.

Bożena S. nie zgodziła się z orzeczeniami. Zdecydowała się na wniesienie skargi przeciwko Polsce do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz). Zarzuciła, że w istocie została ukarana za wyrażanie swojej opinii na temat klinicznej oceny przypadków, które były najwyższej wagi dla pacjentów.

medical team

Zdaniem Trybunału sąd dyscyplinarny w ogóle nie zajął się kwestią, czy działania lekarki zostały powzięte w dobrej wierze i czy były czymś uzasadnione. Uwagę swą skupiły wyłącznie na fakcie, że literalnie odczytane przepisy KEL zakazują krytyki kolegów lekarzy. Takie podejście zdaniem Trybunału, zakazujące jakiejkolwiek krytyki w wypowiedzi w zawodzie lekarza, jest niezgodne z prawem do wolności wypowiedzi. Trybunał uznał, że postępowaniu lekarki przyświecało nie zdyskredytowanie szefa, lecz troska o pacjentów (a zatem jej działania były uzasadnione z punktu widzenia interesu publicznego).

Trybunał przyznał rację skarżącej, uznając, że Polska dopuściła się naruszenia art. 10 „Europejskiej Konwencji Praw Człowieka” i zasądził na jej rzecz 3000 EURO (Bożena S. wnosiła o 50.000 EURO).

Niebawem dwa kolejne przypadki.